By

Brakujący rachunek polskiej polityki rolnej

Odpowiedź Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi na wniosek o informację publiczną pokazuje ważną lukę w polskiej polityce żywnościowej. MRiRW przyznaje, że nie posiada i nie prowadzi analiz porównujących, ile kalorii, białka lub innych składników odżywczych finalnie dostępnych dla ludzi uzyskuje się z hektara w różnych kierunkach produkcji żywności. Nie posiada też analiz porównujących koszt uzyskania wartości odżywczej z uwzględnieniem całej ścieżki: od pola, przez pasze, do produktu końcowego.

To nie jest po prostu brak jakiejś tabeli.

To pytanie o to, czy państwo posiada aparat analityczny pozwalający ocenić, które kierunki produkcji żywności są najbardziej efektywne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego, zasobów, zdrowia publicznego, środowiska, importozależności i wydatkowania środków publicznych.

W poprzednim tekście pytałam, czy państwo liczy, ile naprawdę kosztują różne modele produkcji żywności, które wspiera publicznymi pieniędzmi. I nie chodziło o cenę w sklepie, dochód rolnika ani koszt produkcji w gospodarstwie. Ale o to ile żywności finalnie dostępnej dla ludzi uzyskujemy z hektara, pasz, nawozów, wody, emisji i jednego euro albo złotówki wsparcia publicznego.

Czyli: czy państwo potrafi porównać różne ścieżki produkcji żywności nie tylko w tonach, ale w wartości odżywczej dla ludzi.

Tak powstał wniosek o informację publiczną do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi złożony 4 maja 2026 r.

Odpowiedź przyszła 18 maja. I jest bardzo ważna — nie dlatego, że zawiera wielki raport, który wszystko wyjaśnia. Wręcz przeciwnie. Odpowiedź obnaża lukę, której nie powinno być w państwie prowadzącym politykę rolną, wydającym miliardy na wsparcie rolnictwa i deklarującym troskę o bezpieczeństwo żywnościowe, klimat, środowisko, konkurencyjność oraz odporność gospodarki.

Ministerstwo napisało wprost, że „nie posiada i nie prowadzi analiz porównujących, ile kalorii, białka lub innych składników odżywczych finalnie dostępnych dla ludzi uzyskuje się z hektara w różnych kierunkach produkcji żywności.”

Czyli: państwo nie analizuje, ile żywności dla ludzi uzyskujemy z hektara w różnych modelach produkcji.

A jeśli nie, to jak ocenia, które kierunki warto wspierać? Jak porównuje produkcję roślinną przeznaczoną bezpośrednio do spożycia, produkcję paszową i produkcję zwierzęcą? Jak sprawdza, czy dana ścieżka produkcji jest efektywna zasobowo, ekonomicznie, zdrowotnie i społecznie?

Nie tylko hektar. Także pasze, nawozy, emisje i publiczne pieniądze

We wniosku pytałam również, czy Ministerstwo posiada, zlecało lub wykorzystywało analizy porównujące ekonomiczny i zasobowy koszt uzyskania wartości odżywczej żywności finalnie dostępnej dla ludzi — z uwzględnieniem całej ścieżki produkcji: od pola, przez pasze, do produktu końcowego.

Chodziło o przeliczenia na 1000 kcal, 1 kg białka, hektar gruntów, jednostkę zużytej wody, nawozów mineralnych i naturalnych, pasz, emisji gazów cieplarnianych oraz wsparcia publicznego.

Odpowiedź również była jednoznaczna: MRiRW „nie posiada, nie zlecało i nie wykorzystywało analiz porównawczych uzyskania składników odżywczych ostatecznie dostępnych dla człowieka czy kosztów uzyskania wartości odżywczej w różnych kierunkach produkcji z uwzględnieniem produkcji paszowej.”

To jest sedno sprawy.

W polityce energetycznej pytamy o koszt megawatogodziny, emisje, bezpieczeństwo dostaw i nakłady inwestycyjne. W transporcie pytamy o koszty infrastruktury, przepustowość, emisje i efektywność. W przemyśle pytamy o konkurencyjność, produktywność, wartość dodaną i ryzyka.

Dlaczego w polityce żywnościowej mielibyśmy nie pytać o koszt uzyskania kalorii, białka i innych składników odżywczych finalnie dostępnych dla ludzi?

Jeżeli zboże, strączki albo inne rośliny trafiają bezpośrednio do żywności dla ludzi, mamy jedną ścieżkę. Jeżeli trafiają najpierw do paszy, potem do zwierzęcia, a dopiero potem część energii i białka wraca do ludzi w postaci mięsa, mleka lub jaj — mamy inną ścieżkę. Ta druga ścieżka może mieć swoje uzasadnienia w określonych warunkach. Ale właśnie dlatego powinna być porównywana z alternatywami.

Bez porównania nie ma strategii.
Jest tylko kontynuacja.

Państwo ma dane sektorowe, ale nie składa ich w systemowy rachunek

Żeby było jasne: to nie oznacza, że państwo nie ma żadnych danych. Ma. W odpowiedzi Ministerstwo przesłało dokumenty dotyczące rynku pasz, roślin wysokobiałkowych, biogazu rolniczego i programów dotyczących krajowego białka paszowego. To są ważne materiały. Z tym, że one pokazują raczej, że państwo analizuje elementy systemu, ale nie składa ich w pytanie o efektywność całości.

Są więc dane o paszach, produkcji zwierzęcej, imporcie śruty sojowej, roślinach wysokobiałkowych, płatnościach i biogazie. Ale brakuje najwyraźniej analizy, która zapytałaby: ile żywności dla ludzi uzyskujemy z danego układu zasobów? Ile wartości odżywczej powstaje z hektara? Ile kosztuje nas kilogram białka finalnie dostępnego dla ludzi w różnych ścieżkach produkcji? Ile publicznych pieniędzy wspiera każdą z tych ścieżek? Ile wartości dodanej zostaje w Polsce? Czy obecny model eksportu jest najlepszy z możliwych?

To jest dokładnie ta luka, która interesuje mnie najbardziej.
Nie tylko rolnicza. Państwowa.

Rośliny wysokobiałkowe: pasza czy żywność dla ludzi?

Szczególnie ważny jest wątek roślin wysokobiałkowych. W Polsce często mówi się o „bezpieczeństwie białkowym”, ale zwykle w kontekście pasz. Chodzi o zastępowanie importowanej śruty sojowej krajowymi źródłami białka dla zwierząt. To oczywiście ważny temat, bo Polska jest dużym importerem śruty sojowej; według odpowiedzi MRiRW w 2025 r. import śruty sojowej do Polski wyniósł 3,7 mln ton.

Ale tu pojawia się kolejne pytanie: czy krajowe rośliny wysokobiałkowe mają być traktowane wyłącznie jako pasza? Czy także jako żywność dla ludzi, surowiec do przetwórstwa roślinnego, baza dla nowoczesnych produktów, składników i półproduktów spożywczych?

W moim wniosku pytałam, czy Ministerstwo rozróżnia rośliny wysokobiałkowe przeznaczone na pasze od tych przeznaczonych bezpośrednio do żywności dla ludzi lub do przetwórstwa spożywczego o wyższej wartości dodanej. Pytałam też, czy są analizy porównujące wartość dodaną, opłacalność, potencjał rynku krajowego i eksportowego oraz odporność środowiskowo-klimatyczną różnych kierunków: produkcji mięsa, roślin wysokobiałkowych na pasze, roślin wysokobiałkowych na żywność dla ludzi, przetwórstwa roślinnego, grzybów, mykoproteiny, alg i fermentacji.

Odpowiedź na to ostatnie pytanie również była krótka: „MRiRW nie posiada, nie zlecało i nie wykorzystywało tego rodzaju analiz.”

A przecież to jest dziś pytanie strategiczne.
Nie tylko ekologiczne. Gospodarcze.

Czy Polska chce pozostać przede wszystkim dostawcą tanich surowców i produktów rolnych o niskiej marży? Czy chce rozwijać przetwórstwo, składniki, żywność roślinną, nowe źródła białka, biotechnologie żywnościowe, algi, fermentację, produkty funkcjonalne? Czy państwo w ogóle porównuje te scenariusze?

Z odpowiedzi otrzymanej z ministerstwa wynika, że nie.

Problem nie polega na tym, że nie ma odpowiedzi. Problem polega na tym, że państwo ich nie używa.

Nie chodzi o to, że nikt na świecie nie próbował policzyć efektywności różnych ścieżek produkcji żywności. Takie analizy istnieją. Od lat mówi się o konkurencji między żywnością a paszami, o stratach kalorii i białka w łańcuchach produkcji zwierzęcej, o wartości odżywczej z hektara, o kosztach środowiskowych różnych modeli produkcji i o tym, że bezpieczeństwo żywnościowe nie powinno być mierzone wyłącznie tonami surowca.

Jeżeli państwo samo nie prowadzi jeszcze takich analiz dla Polski, powinno przynajmniej systematycznie zebrać i przeanalizować to, co już policzono gdzie indziej: w literaturze naukowej, raportach międzynarodowych, strategiach bioekonomii, analizach dotyczących biotechnologii, biomanufacturingu, biosolutions i nowych źródeł białka. Komisja Europejska sama wskazuje biotechnologię i biomanufacturing jako obszary ważne dla konkurencyjności, modernizacji gospodarki, bezpieczeństwa żywnościowego, klimatu i zrównoważonego wykorzystania zasobów.

To nie jest fantazja ani niszowa ciekawostka. Bioekonomia staje się jednym z języków nowej polityki przemysłowej. OECD od lat opisuje bioekonomię jako świat, w którym biotechnologia wnosi znaczący wkład w produkcję gospodarczą, a nowsze analizy pokazują, że polityki bioekonomiczne coraz częściej są traktowane jako narzędzie inwestycji, innowacji, tworzenia miejsc pracy i zrównoważonego rozwoju.

Dlatego pytanie brzmi nie: „czy da się to policzyć?”.
Da się.

Pytanie brzmi: dlaczego państwo, projektując politykę rolną i wydając środki publiczne, nie korzysta z takiego rachunku jako jednego z podstawowych narzędzi strategicznych?

Bo jeśli mamy już wiedzę o tym, że różne ścieżki produkcji żywności mają bardzo różną efektywność odżywczą, zasobową, klimatyczną i gospodarczą, to nie możemy udawać, że wszystkie modele są neutralnymi wariantami tego samego systemu. Nie są. Jedne ścieżki skracają drogę od pola do człowieka. Inne prowadzą przez pasze, zwierzęta, importowane komponenty, straty energii, emisje i znacznie większą presję na ziemię oraz wodę.

To samo dotyczy biosolutions. Enzymy, fermentacja, mikroorganizmy, algi, precyzyjna fermentacja, nowe składniki funkcjonalne i biooparte procesy produkcji nie są już wyłącznie laboratorium przyszłości. Są częścią wyścigu o nową infrastrukturę przemysłową, nowe łańcuchy wartości i większą efektywność wykorzystania biomasy. World Economic Forum wskazuje biotechnologię, biomanufacturing i materiały biooparte jako obszary tworzące nowe branże, miejsca pracy i możliwości handlowe.

Polska nie musi od razu mieć gotowej odpowiedzi na każde pytanie. Ale powinna mieć instytucjonalną ciekawość. Powinna sprawdzać, gdzie przesuwa się świat, jakie są prognozy wzrostu, jakie kraje budują strategie bioekonomii, jak Europa chce łączyć biotechnologię z konkurencyjnością i bezpieczeństwem zasobowym, i co to oznacza dla rolnictwa, przetwórstwa, pasz, żywności roślinnej, nowych białek i przemysłu spożywczego.

Bo alternatywą jest sytuacja, w której publiczne pieniądze nadal wzmacniają głównie stare ścieżki, podczas gdy nowe łańcuchy wartości powstają gdzie indziej.

Rzecz jasna nie każdą decyzję da się sprowadzić do jednego wskaźnika. Rolnictwo jest złożone. Są gleby, regiony, gospodarstwa, tradycje, rynek, eksport, miejsca pracy i bezpieczeństwo dochodów rolników. Ale właśnie dlatego potrzebujemy nowoczesnego rachunku strategicznego — nie po to, żeby uprościć rzeczywistość, tylko żeby przestać zarządzać nią na podstawie przyzwyczajeń z poprzedniej epoki.

Dlatego pytanie brzmi: dlaczego państwo nie buduje polityki żywnościowej wokół pytania, które ścieżki produkcji dają najwięcej wartości odżywczej, zdrowotnej, gospodarczej i środowiskowej w relacji do zużytych zasobów i publicznych pieniędzy?

Oraz: dlaczego Polska nie próbuje wyprzedzać zmian, skoro świat już przesuwa się w stronę bioekonomii, biosolutions, krótszych łańcuchów odżywczych, biotechnologii żywnościowej, fermentacji, alg, mykoproteiny i bardziej efektywnego wykorzystania biomasy?

I nie chodzi o to, że: „rolnicy są winni.”. Bo nie są.
Rolnicy działają w systemie bodźców, ryzyk, cen, dopłat, regulacji i rynków zbytu.
Pytanie brzmi, czy państwo pomaga im wejść w przyszłość — czy raczej utrwala model, który coraz trudniej będzie obronić ekonomicznie, środowiskowo i cywilizacyjnie.

Bo problem nie polega na tym, że nie wiemy nic. Problem polega na tym, że wiemy już wystarczająco dużo, żeby zacząć inaczej projektować politykę żywnościową — a mimo to nadal udajemy, że wystarczy poprawiać stary model.


Jeżeli MRiRW nie ma własnych analiz efektywności odżywczej i zasobowej różnych ścieżek produkcji żywności, powinno uruchomić przegląd tego, co już obliczono na świecie. Powinno sprawdzić, jakie wskaźniki stosuje nauka, jakie scenariusze analizują inne kraje, jakie prognozy wzrostu mają bioekonomia, biosolutions, biotechnologia żywnościowa i nowe źródła białka.

Brak własnych analiz nie może być usprawiedliwieniem bezruchu.
Powinien być sygnałem alarmowym.

A oto dokumenty, o których mowa:

Wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczący analiz efektywności zasobowej i kierunków rozwoju produkcji żywności

Odpowiedź na wniosek o informację publiczną MRiRW

Załączniki:

Zalacznik-1-Zbiorczy_raport_roczny_dotyczacy_biogazu_rolniczego-za-2025-KOWR.pdf

Zalacznik-2-Rynek-pasz-i-branza-paszowa-w-Polsce-lipiec-2025.pdf

Zalacznik-3-Rynek-rodzimych-roslin-bialkowych-_publikacja-obszar-5.pdf

Zalacznik-4-Zalecenia-dotyczace-stosowania-krajowych-pasz-bialkowych-pochodzenia-roslinnego-w-zywieniu-swin-i-drobiu-2020.pdf

Zalacznik-5-Raport-koncowy-z-realizacji-PW-bialko-2015-2020-2021.pdf

A oto link do dokumentu, który definiuje strategię państwa w sektorze rolnictwa — do którego odnosiły się pytania:

Plan Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej 2023–2027.

Aby czytać najnowsze artykuły i analizy, wejdź na stronę 
https://slodownik.substack.com/
i zapisz się na newsletter.