By

Jakie rolnictwo wspieramy?  

Bardzo łatwo sprowadzić temat żywności i transformacji rolnictwa do wojny kulturowej.
Mięso kontra rośliny. Rolnicy kontra ekolodzy. Tradycja kontra nowoczesność. Wieś kontra miasto.
Ale pytanie jest znacznie bardziej podstawowe. A mianowicie:

Czy państwo wie, co robi?

Czy państwo wie, jakie ścieżki produkcji wspiera? Zna ich koszty? Porównuje alternatywy?
Czy liczy skutki klimatyczne, środowiskowe, ekonomiczne i zdrowotne?
Czy potrafi powiedzieć, ile żywności dla ludzi powstaje z hektara i z jednego euro wsparcia publicznego?

zapisz się na newsletter
https://slodownik.substack.com/
i dostawaj powiadomienia o artykułach, 
analizach i inicjatywach.

Jeżeli w energetyce, transporcie czy przemyśle oczekujemy analiz kosztów, efektywności, emisji, ryzyk i scenariuszy, dlaczego w rolnictwie mielibyśmy zadowolić się ogólnym stwierdzeniem, że „wspieramy bezpieczeństwo żywnościowe”?

We wstępie do WPR czytamy:

„Plany strategiczne WPR wspierają zmianę w kierunku inteligentnego, zrównoważonego, konkurencyjnego, odpornego i zróżnicowanego sektora rolnego, zapewniając długoterminowe bezpieczeństwo żywnościowe. Przyczyniają się także do realizacji działań w dziedzinie klimatu, ochrony zasobów naturalnych, zachowania lub zwiększenia różnorodności biologicznej, jak również poprawy struktury społeczno-gospodarczej obszarów wiejskich.”

Ale czy tak jest na prawdę? Niestety wydaje się, że nie.

Bo jeśli wspieramy jakieś kierunki produkcji, powinniśmy wiedzieć, co uzyskujemy za jednostkę zasobu.

Ile białka dla ludzi z hektara?
Ile kalorii dla ludzi z hektara?
Ile wartości odżywczej z jednego euro wsparcia publicznego?
Ile emisji na kilogram białka finalnie dostępnego dla ludzi?
Ile nawozu i wody na tę samą jednostkę wartości odżywczej?
Ile wartości dodanej zostaje w Polsce, a ile ucieka w eksporcie surowców albo imporcie komponentów?

W energetyce pytamy o koszt megawatogodziny, emisje, bezpieczeństwo dostaw, nakłady inwestycyjne i scenariusze. W transporcie pytamy o koszty infrastruktury, emisje, przepustowość i bezpieczeństwo. W przemyśle pytamy o konkurencyjność, wydajność, wartość dodaną i ryzyka.

Dlaczego w rolnictwie zadowalamy się stwierdzeniem, że coś „wspiera bezpieczeństwo żywnościowe”?

Bez takiego rachunku można bardzo łatwo pomylić produkcję z efektywnością. Można produkować dużo, ale uzyskiwać relatywnie mało żywności dla ludzi z hektara. Można eksportować dużo, ale zostawiać w kraju niewielką wartość dodaną. Można wspierać „białko roślinne”, ale głównie jako paszę, nie jako żywność dla ludzi. Można mówić o obiegu składników odżywczych, ale nie wiedzieć, czy nadwyżki azotu i fosforu są rzeczywiście bezpiecznie zagospodarowane.

Bez danych nie ma strategii. Jest tylko kontynuacja tego co jest.
A kontynuacja — nawet lekko zazieleniona — może nie wystarczyć wobec skali wyzwań klimatycznych, środowiskowych, zdrowotnych i gospodarczych.
Jeżeli mamy wspierać produkcję paszową — pokażmy dlaczego.
Jeżeli mamy wspierać produkcję zwierzęcą — pokażmy, w jakich modelach, z jakimi efektami i kosztami.
Jeżeli mamy wspierać rośliny wysokobiałkowe — pokażmy, czy chodzi o pasze, żywność dla ludzi, eksport, przetwórstwo czy usługi ekosystemowe.
Jeżeli mamy mówić o bezpieczeństwie żywnościowym — pokażmy, ile żywności dla ludzi naprawdę uzyskujemy z dostępnych zasobów.
Jeżeli mamy wydawać publiczne pieniądze — pokażmy, jakie efekty kupujemy.
To wydaje się minimalnym standardem poważnej polityki publicznej. Rachunkiem, którego wciąż nie widzę tam, gdzie powinien być.

Dlatego pytam: czy państwo wie, ile naprawdę kosztują różne modele, które wspiera.

Jeżeli środki publiczne podtrzymują określone ścieżki produkcji, to powinniśmy znać ich pełny koszt: ekonomiczny, zasobowy, klimatyczny, środowiskowy i zdrowotny. Powinniśmy też znać koszt alternatyw. Bo bez porównania nie ma strategii. Jest tylko kontynuacja.

A kontynuacja ma swoją cenę.

Czasem ta cena jest widoczna w budżecie. Czasem w rachunku za wodę, nawozy i energię. Czasem w jakości gleby, stanie rzek, emisjach, imporcie soi, chorobach dietozależnych albo utraconej szansie na rozwój nowoczesnego przetwórstwa roślinnego.

Dlatego występuję o informację publiczną, w której pytam między innymi o to, czy Ministerstwo posiada analizy porównujące koszt uzyskania kalorii, białka i innych składników odżywczych w różnych kierunkach produkcji. Pytam, czy ten koszt jest liczony w przeliczeniu na hektar, wodę, nawozy, pasze, emisje i publiczne pieniądze.

Bo zanim zdecydujemy, co dalej wspierać, powinniśmy wiedzieć jedno: ile naprawdę płacimy za to, co dziś produkujemy — i co moglibyśmy uzyskać z tych samych zasobów, gdybyśmy poprowadzili je inną ścieżką.

Powinniśmy być świadomi: Ile naprawdę kosztuje nas obecny model — w pieniądzach, ziemi, wodzie, nawozach, emisjach i utraconych możliwościach.

Dlatego występuję z następującym wnioskiem o informację publiczną, aby państwo uzasadniło swoje działania konkretnymi danymi, na których się opiera.

Wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczący analiz efektywności zasobowej i kierunków rozwoju produkcji żywności

A oto link do dokumentu, który definiuje strategię państwa w sektorze rolnictwa

Plan Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej 2023–2027.

Aby czytać najnowsze artykuły i analizy, wejdź na stronę 
https://slodownik.substack.com/
i zapisz się na newsletter.