By

Jak odpowiedzieć na petycję o omega-3, nie odpowiadając na pytanie

NIZP PZH wyjaśnia nam biochemię. Tylko co z tego wynika dla osoby, która nie je ryb?

W lutym 2026 roku Fundacja Zielony Reset skierowała petycję dotyczącą aktualizacji oficjalnych informacji o kwasach omega-3, a zwłaszcza o źródłach DHA i EPA dla osób, które nie jedzą ryb.

Nie pytałam, czym są elongazy. Nie prosiłam o definicję kwasu linolowego. Nie kwestionowałam istnienia eikozanoidów, prostaglandyn ani marezyn.

Pytałam o coś znacznie bardziej praktycznego: “Czy oficjalne zalecenia powinny jasno odróżniać roślinny kwas ALA od gotowych DHA i EPA oraz informować, że te ostatnie można pozyskiwać bezpośrednio z mikroalg — bez przepuszczania ich najpierw przez rybę?

Odpowiedź Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH–PIB ma pięć stron. Jest pełna skrótów, nazw enzymów, procentów, metabolitów i odwołań do eksperckich stanowisk. Po jej przeczytaniu można odnieść wrażenie, że Instytut postanowił nie tyle odpowiedzieć na petycję, ile przeprowadzić jej autorce mały egzamin z biochemii. Przyjrzyjmy się tej odpowiedzi krok po kroku.

Akt pierwszy: nadchodzą elongazy i desaturazy

Odpowiedź rozpoczyna się tak: „Prekursorami wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (…) są odpowiednio kwas linolowy (…) i kwas α-linolenowy (…).”

Następnie pojawiają się:

  • LA i ALA,
  • elongazy,
  • desaturazy,
  • kwas arachidonowy,
  • EPA,
  • DPA,
  • DHA,
  • eikozanoidy,
  • prostaglandyny,
  • prostacykliny,
  • leukotrieny,
  • protektyny,
  • rezolwiny,
  • marezyny.

Wszystko to może być interesujące na wykładzie z biochemii lipidów.

Tylko że petycja nie dotyczyła tego, czy Instytut zna szlak metaboliczny kwasów tłuszczowych.

Nie było sporu o to, czy ALA może zostać przekształcony do EPA, a następnie DHA. Problem dotyczył tego, jak skuteczna jest ta konwersja i jak państwowe instytucje komunikują konsekwencje jej ograniczonej wydajności.

Można więc zapytać: czemu właściwie służy ten przydługi wstęp? Być może miał stworzyć pełny kontekst naukowy. Efekt jest jednak inny. Zanim Instytut dotrze do praktycznego problemu, czytelnik musi przedrzeć się przez gęstwinę terminologii, która ustanawia wyraźną hierarchię:
* my — eksperci;
* wy — odbiorcy wykładu.

To dość skuteczny sposób na przejęcie kontroli nad dyskusją. Nie trzeba jeszcze odpowiedzieć na argument. Wystarczy pokazać, kto lepiej zna nazwy enzymów.

Najciekawsze: ten wykład potwierdza sens petycji

Po całym biochemicznym wprowadzeniu Instytut podaje kluczową informację:
„Konwersja ALA do EPA wynosi około 8–12%, a do DHA jedynie około 1%.”

I właśnie o to chodziło.
Bo jeżeli przekształcanie roślinnego ALA do DHA jest tak ograniczone, to oficjalne materiały nie powinny wrzucać wszystkich „omega-3” do jednego worka. Informacja, że siemię lniane, orzechy włoskie czy olej rzepakowy są źródłami omega-3, jest prawdziwa — ale niepełna. Produkty te dostarczają przede wszystkim ALA. Nie są równoznaczne z bezpośrednim dostarczeniem gotowego DHA i EPA.

Instytut nie obala więc problemu wskazanego w petycji. Instytut go potwierdza.
Po czym przechodzi dalej, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.

A skoro konwersja wynosi około 1%, to co ma zrobić człowiek?

To jest moment, w którym powinna pojawić się prosta, praktyczna informacja: “Osoba, która nie je ryb, może rozważyć odpowiednio dobrany, standaryzowany olej z mikroalg zawierający DHA lub DHA i EPA.

Można byłoby następnie wyjaśnić:

  • czym różni się ALA od DHA i EPA,
  • jak czytać etykietę suplementu,
  • ile faktycznie DHA i EPA zawiera porcja,
  • dlaczego „1000 mg oleju” nie musi oznaczać 1000 mg DHA i EPA,
  • na co zwracać uwagę przy jakości i przechowywaniu.

Zamiast tego Instytut poświęca dużo miejsca metabolitom i procesom zapalnym. Czytelnik dowiaduje się, że z DHA mogą powstawać protektyny, rezolwiny i marezyny. Nadal jednak nie otrzymuje jasnej odpowiedzi, jak ma zapewnić sobie DHA, jeżeli nie chce jeść ryb. To trochę tak, jakby ktoś zapytał, gdzie może naładować samochód elektryczny, a w odpowiedzi otrzymał wykład o przepływie elektronów.

Pouczające? Być może.
Pomocne? Niekoniecznie.

Ryby zostają ogłoszone najlepszym rozwiązaniem

Następnie Instytut stwierdza:

„W przypadku EPA i DHA najlepszym źródłem tych kwasów tłuszczowych w diecie człowieka są tłuste ryby morskie.”

I dalej:

„Zdaniem Instytutu produkty tego rodzaju są ważnym elementem prawidłowo zbilansowanej diety, na każdym etapie rozwoju i życia człowieka.”

To już nie jest neutralny opis zawartości składników odżywczych. To określenie hierarchii źródeł.

Ryby są „najlepsze” i „ważne na każdym etapie życia”. Inne rozwiązania będą od tej pory traktowane jako alternatywne, dodatkowe albo stosowane wtedy, gdy ktoś z jakiegoś powodu nie realizuje rozwiązania podstawowego.

Tylko według jakiego kryterium ryby są „najlepsze”?

Czy chodzi wyłącznie o zawartość DHA i EPA? Dostępność? Biodostępność? Cały profil odżywczy? Koszt? Bezpieczeństwo? Trwałość zasobów? Wpływ środowiskowy? Możliwość zaopatrzenia całej populacji? Zanieczyszczenia? Dobrostan zwierząt?

Tego Instytut nie wyjaśnia.

Słowo „najlepsze” wykonuje tu bardzo dużo pracy, ale nie otrzymuje uzasadnienia odpowiadającego sile tego twierdzenia.

Algi pojawiają się na scenie. Na chwilę

Po deklaracji dotyczącej ryb Instytut przyznaje:

„Do naturalnych źródeł EPA i DHA zalicza się również algi oraz fitoplankton morski.”

To bardzo ważne zdanie.

Ryby nie produkują DHA i EPA z niczego. Te kwasy tłuszczowe powstają na niższych poziomach łańcucha pokarmowego — między innymi dzięki organizmom mikroalgalnym — a następnie przechodzą przez kolejne ogniwa sieci pokarmowej.

Można więc skrócić drogę:

mikroalgi → człowiek

zamiast zawsze wybierać:

mikroalgi → organizmy morskie → ryba → człowiek.

I właśnie tutaj odpowiedź Instytutu mogłaby przejść do sedna sprawy: skoncentrowanych, standaryzowanych olejów z mikroalg.

Ale nie przechodzi.

Zamiast oleju z mikroalg dostajemy proszek z Chlorelli

Instytut kieruje uwagę na Spirulinę i Chlorellę, a następnie informuje, że aby uzyskać około 2–3 gramów lipidów, należałoby spożyć około 28 gramów sproszkowanej biomasy.

Przy dawce około 3 gramów dziennie zawartość lipidów może być natomiast znikoma.

Zgoda.

Tylko co to ma wspólnego ze standaryzowanym olejem z mikroalg zawierającym konkretną ilość DHA lub EPA i DHA?

Sproszkowana Chlorella i skoncentrowany olej mikroalgowy nie są tym samym produktem.

To różnica podobna do różnicy pomiędzy:

  • zjedzeniem niewielkiej ilości całych nasion,
  • a przyjęciem określonej dawki wyodrębnionego z nich oleju.

Nikt rozsądny nie proponuje, żeby osoby potrzebujące 250 mg DHA i EPA zjadały codziennie ogromne ilości przypadkowego proszku z Chlorelli.

Pytanie dotyczyło olejów produkowanych z odpowiednio dobranych mikroorganizmów, oczyszczanych, standaryzowanych i stosowanych jako składniki suplementów lub żywności.

W odpowiedzi następuje więc dość niezwykła zamiana przedmiotu dyskusji:

petycja mówi o bezpośrednim źródle DHA i EPA z mikroalg;

Instytut odpowiada, że mała porcja całej Chlorelli dostarcza niewiele tłuszczu.

Oba zdania mogą być prawdziwe. Drugie nie podważa pierwszego.

Czterdzieści tabletek Chlorelli wchodzi do odpowiedzi

Następnie pojawia się badanie, w którym uczestnikom podawano 40 tabletek Chlorelli dziennie.

Instytut omawia wyniki dotyczące cholesterolu i glukozy, po czym zauważa, że tak duża liczba tabletek jest niepraktyczna i nie może zostać przełożona na rekomendację.

To zapewne słuszna ocena tego konkretnego eksperymentu.

Pozostaje tylko pytanie: dlaczego to badanie w ogóle znalazło się w odpowiedzi na petycję dotyczącą DHA i EPA?

Badanie cholesterolu i glukozy po przyjmowaniu 40 tabletek całej Chlorelli nie odpowiada na pytania:

  • czy DHA z oleju algowego jest przyswajane przez człowieka,
  • czy może podnosić poziom DHA w organizmie,
  • czy oleje z mikroalg mogą dostarczać określoną dawkę DHA i EPA,
  • czy można je stosować jako bezpośrednią alternatywę dla oleju rybiego,
  • czy oficjalne materiały powinny jasno o tej możliwości informować.

To nie jest dowód przeciwko olejom algowym.

To dygresja o innym produkcie, innym sposobie podania i innych badanych parametrach.

Czterdzieści tabletek Chlorelli robi jednak wrażenie. Czytelnik może wyjść z tej części z poczuciem, że „algi są niepraktyczne”.

I być może właśnie takie wrażenie jest najważniejszym efektem tego fragmentu — niezależnie od tego, czy było zamierzone.

Jednostka, która mnoży materię

W piśmie podano, że zawartość EPA i DHA w kryptofitach wynosi odpowiednio:

„5,8–12,5 i 0,8–6,1 g/mg suchej masy”.

Gram na miligram suchej masy?

Taka jednostka oznaczałaby, że w jednym miligramie materiału znajduje się kilka gramów kwasu tłuszczowego. To wymagałoby nie tylko nowej dietetyki, ale również nowej fizyki.

W publikacji naukowej, z której prawdopodobnie pochodzą te wartości, mowa jest o mikrogramach na miligram suchej masy — µg/mg — nie o gramach na miligram.

Wygląda więc na to, że w oficjalnym piśmie zgubiono przedrostek „mikro”.

Każdemu może zdarzyć się literówka. Ale jest w tym pewna ironia: odpowiedź, która tak zdecydowanie ustanawia ekspercki ton i zasypuje odbiorcę technicznymi szczegółami, zawiera jednostkę niemożliwą z punktu widzenia zachowania masy.

Być może mniej demonstracji terminologii, a więcej uważnego sprawdzenia najważniejszych informacji wyszłoby wszystkim na zdrowie.

Mikroalgi działają — zwłaszcza gdy najpierw poda się je rybom?

W tym miejscu warto spojrzeć poza dokument.

Na rynku istnieją skoncentrowane oleje mikroalgowe zawierające DHA oraz produkty zawierające jednocześnie EPA i DHA. Są wykorzystywane w suplementach i żywności dla ludzi. Oleje z mikroalg Schizochytrium były przedmiotem ocen Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, także w kontekście suplementów oraz żywienia niemowląt i małych dzieci.

Istnieją również badania u ludzi wskazujące, że DHA z oleju algowego jest przyswajane i podnosi jego poziom we krwi oraz tkankach.

Ale sprawa staje się jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na akwakulturę.

Firma Veramaris produkuje na skalę przemysłową olej z mikroalg bogaty w EPA i DHA, przeznaczony do stosowania w paszach dla ryb i krewetek. Olej ma zastępować lub uzupełniać olej rybi oraz zwiększać zawartość omega-3 w rybach hodowlanych.

Schemat wygląda więc tak:

mikroalgi → olej algowy → pasza → łosoś → człowiek.

DHA i EPA z mikroalg są najwyraźniej wystarczająco skuteczne, aby podawać je rybom, gromadzić w ich tkankach, a następnie reklamować te ryby ludziom jako źródło omega-3.

Dlaczego zatem bezpośrednia droga:

mikroalgi → olej algowy → człowiek

nadal bywa przedstawiana jako rozwiązanie nietypowe, drugorzędne albo wymagające szczególnych wyjaśnień?

Ryba nie nadaje DHA specjalnej pieczęci jakości. Nie przemienia „nieskutecznego algowego DHA” w „prawdziwe rybie DHA”.

Jest pośrednikiem.

Czasem wartościowym źródłem całego zestawu składników odżywczych, ale nadal pośrednikiem.

Jeżeli podawanie algowego EPA i DHA rybie ma sens po to, żeby później dostarczyć je człowiekowi, bezpośrednie podanie odpowiednio przygotowanego oleju człowiekowi nie staje się przez to biologicznie absurdalne.

Przeciwnie — jest skróceniem drogi składnika.

Potem dostajemy listę norm

Kolejna część odpowiedzi szczegółowo opisuje zalecenia dla:

  • osób dorosłych,
  • kobiet w ciąży,
  • matek karmiących,
  • niemowląt,
  • dzieci w drugim roku życia,
  • dzieci, które nie jedzą regularnie ryb.

To ważne informacje.

Ale ponownie: istnienie norm nie było przedmiotem sporu.

Pytanie nie brzmiało:

Czy w Polsce istnieje liczba określająca zalecane spożycie DHA i EPA?

Pytanie brzmiało:

Czy oficjalna komunikacja jasno wyjaśnia, jak tę ilość mogą uzyskać osoby, które nie jedzą ryb, i czy przedstawia oleje z mikroalg jako praktyczną, bezpośrednią możliwość?

Instytut odpowiada więc na pytanie łatwiejsze:

„Mamy normy”.

Nie odpowiada w pełni na pytanie trudniejsze:

„Czy sposób realizacji tych norm jest przedstawiany rzetelnie, nowocześnie i bez niepotrzebnego uprzywilejowania jednej drogi?”

Instytut informuje, że prowadzi działalność

Dalej otrzymujemy obszerny opis działań Instytutu i Ministerstwa Zdrowia:

  • programy,
  • współpracę z instytucjami,
  • udział w gremiach międzynarodowych,
  • Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej,
  • media społecznościowe,
  • kampanie,
  • eventy,
  • Centrum Dietetyczne Online,
  • konsultacje dietetyczne i psychologiczne,
  • procedury recenzowania materiałów.

Brzmi imponująco.

Nie odpowiada jednak na podniesiony problem.

Fakt, że instytucja prowadzi wiele działań, nie dowodzi, że wszystkie jej materiały są kompletne. Fakt, że tekst został zrecenzowany, nie oznacza, że nie może zostać zaktualizowany. Fakt, że istnieje poradnia dietetyczna, nie zastępuje jasnych zaleceń dostępnych dla całej populacji.

Petycja postulująca zmianę nie zostaje unieważniona przez informację, że obecny system ma procedury.

To trochę jak odpowiedź restauracji na uwagę, że w zupie brakuje soli:

„Pragniemy poinformować, że zatrudniamy kucharzy, posiadamy kuchnię, uczestniczymy w szkoleniach i prowadzimy profil na Instagramie”.

Wszystko to może być prawdą.

Zupa nadal może wymagać doprawienia.

„Podstawą powinna być właściwie zbilansowana dieta”

Następnie pojawia się zdanie, z którym trudno polemizować:

„Podstawowym źródłem składników odżywczych powinna być właściwie zbilansowana dieta.”

Oczywiście.

Tylko że „właściwie zbilansowana dieta” nie jest nazwą konkretnego produktu. To rezultat odpowiedniego zestawienia źródeł składników odżywczych.

Dieta może być właściwie zbilansowana na różne sposoby.

Zdanie to nie odpowiada więc na pytanie, czy DHA i EPA muszą zostać dostarczone za pośrednictwem ryby, czy mogą pochodzić bezpośrednio z odpowiednio przygotowanego oleju mikroalgowego.

Co więcej, Instytut sam rekomenduje suplementację DHA w określonych grupach i sytuacjach. Nie obowiązuje zatem zasada, że każdy ważny składnik bez wyjątku musi zostać dostarczony wyłącznie przez tradycyjny produkt spożywczy.

Ryba jako cały produkt. Alga jako wyizolowany składnik

Instytut słusznie zwraca uwagę, że produktów nie powinno się oceniać wyłącznie przez pryzmat jednego składnika. Ryby dostarczają nie tylko DHA i EPA, lecz także między innymi białka i niektórych mikroelementów.

To rozsądna uwaga.

Problem polega na asymetrii.

Ryba jest oceniana jako cały, wartościowy produkt.

Olej z mikroalg zostaje oceniony przede wszystkim przez pryzmat ograniczeń suplementacji, utleniania, jakości preparatów i interakcji.

Nie zadaje się natomiast pytań:

  • czy osoba może uzyskać białko i mikroelementy z innych produktów,
  • czy rekomendacja spożywania ryb całej populacji jest skalowalna,
  • jaki jest koszt środowiskowy takiego modelu,
  • skąd pochodzą DHA i EPA obecne w rybach hodowlanych,
  • ile ryb dzikich wykorzystuje się w produkcji pasz,
  • czy skracanie dróg składników odżywczych może zmniejszyć presję na ekosystemy morskie.

Macierz żywnościowa jest ważna. Nie jest jednak magicznym argumentem kończącym rozmowę o źródłach jednego konkretnego składnika.

Dieta bez ryb zostaje przedstawiona jako „eliminacyjna”

W odpowiedzi czytamy również, że diety eliminujące produkty lub grupy produktów, w tym dieta wegetariańska i wegańska, wymagają specjalistycznego poradnictwa i odpowiedniej suplementacji.

To sformułowanie ustawia rozmowę w charakterystyczny sposób.

Dieta zawierająca ryby jest domyślna i „prawidłowo zbilansowana”.

Dieta bez ryb jest „eliminacyjna”, wymagająca specjalisty.

Tymczasem człowiek może nie jeść ryb z wielu powodów: etycznych, środowiskowych, religijnych, sensorycznych, alergicznych albo zwyczajnie dlatego, że ich nie lubi. Może również stosować dietę mieszaną, która nie jest ani wegańska, ani wegetariańska, ale ryb po prostu nie zawiera.

Czy każda taka osoba musi udać się po „specjalistyczne poradnictwo”, aby usłyszeć prostą informację o wyborze odpowiedniego źródła DHA i EPA?

A może państwowy system edukacji żywieniowej powinien umieć podać tę informację jasno i publicznie?

Normalizacja suplementacji tam, gdzie ma ona sens, nie jest porażką dietetyki. Jest elementem nowoczesnego zdrowia publicznego.

Rekin również pojawia się w odpowiedzi

Instytut ostrzega, że olej z wątroby rekina nie jest dobrym źródłem długołańcuchowych kwasów omega-3.

Dobrze wiedzieć.

Tylko petycja nie postulowała oleju z wątroby rekina.

Pojawiają się również informacje o:

  • utlenianiu suplementów,
  • nadtlenkach,
  • witaminie E,
  • substancjach dodatkowych,
  • możliwych interakcjach z lekami.

To ważne zagadnienia jakościowe. Powinny prowadzić do lepszych standardów, badań rynku i edukacji konsumenckiej.

Nie są jednak argumentem za tym, że olej algowy jest z definicji gorszą drogą niż ryba.

Oleje rybie również mogą się utleniać. Ryby również nie są produktem pozbawionym kwestii bezpieczeństwa, jakości, pochodzenia i zanieczyszczeń.

Problemy jakościowe należy rozwiązywać.

Nie wykorzystywać ich jako mgły otaczającej jedną z dostępnych opcji.

Co Instytut jednak przyznał

W odpowiedzi znajdują się dwa ważne elementy.

Po pierwsze, Instytut deklaruje, że rozważy przygotowanie artykułu popularnonaukowego o omega-3 uwzględniającego alternatywne źródła oraz suplementację przy niskim spożyciu ryb.

Po drugie, rozważy zgłoszenie zadania dotyczącego analitycznych badań jakości suplementów omega-3 w kolejnej edycji Narodowego Programu Zdrowia.

To dobry kierunek. Warto jednak zauważyć, co z niego wynika. Jeżeli potrzebny może być nowy artykuł o alternatywnych źródłach, to znaczy, że obecna komunikacja może nie być wystarczająca. Jeżeli potrzebne mogą być badania jakości suplementów i nowe materiały edukacyjne, to znaczy, że suplementy są realnym elementem systemu, a nie marginalnym zjawiskiem, które można zbyć opowieścią o 40 tabletkach Chlorelli.

Petycja nie została więc całkowicie odrzucona. Została otoczona pięcioma stronami eksperckiej waty, po czym dwa jej elementy cicho dopuszczono do dalszego rozważenia.

Pytania, na które nadal nie otrzymaliśmy odpowiedzi

Po pięciu stronach nadal chciałabym poznać odpowiedź Instytutu na kilka prostych pytań.

1. Czy standaryzowany olej z mikroalg jest skutecznym źródłem DHA lub DHA i EPA dla człowieka?

Nie pytam o trzy gramy proszku z Chlorelli.
Pytam o olej zawierający określoną, deklarowaną dawkę długołańcuchowych kwasów omega-3.

2. Dlaczego odpowiedź dotycząca olejów algowych koncentruje się na całej biomasie Spiruliny i Chlorelli?

Jakie jest merytoryczne uzasadnienie tego przesunięcia?

3. Czy Instytut uważa, że droga „mikroalgi–ryba–człowiek” ma przewagę żywieniową nad drogą „mikroalgi–człowiek”?

Jeżeli tak, na czym dokładnie ta przewaga polega?

4. Dlaczego algowe DHA i EPA mogą być skutecznie stosowane w paszach dla ryb hodowlanych, ale ich bezpośrednie stosowanie przez ludzi nie jest równie jasno przedstawiane w podstawowych materiałach edukacyjnych?

5. Według jakiego kryterium ryby zostały określone jako „najlepsze” źródło?

Czy uwzględniono wyłącznie skład odżywczy, czy również dostępność, skalowalność, wpływ środowiskowy i możliwość zapewnienia podaży dla całej populacji?

6. Dlaczego fakt, że konwersja ALA do DHA wynosi około 1%, nie prowadzi do znacznie wyraźniejszego zalecenia dla osób niespożywających ryb?

7. Czy osoba niejedząca ryb naprawdę potrzebuje specjalistycznego poradnictwa, aby otrzymać prostą informację o możliwości dostarczenia DHA i EPA z mikroalg?

Nie chodzi o zakaz ryb

Ta dyskusja nie musi być wojną z rybami. Nie chodzi o twierdzenie, że nikt nigdy nie powinien ich jeść ani że nie zawierają wartościowych składników. Chodzi o coś prostszego: oficjalne zalecenia powinny nadążać za wiedzą, technologią i zróżnicowaniem sposobów żywienia.

Jeżeli istnieje bezpośrednie, standaryzowane źródło DHA i EPA z mikroalg, nie powinno być ukrywane za Chlorellą w proszku, 40 tabletkami, olejem z wątroby rekina i wykładem o desaturazach.

Można po prostu powiedzieć:

Osoby, które nie spożywają ryb, powinny zwrócić uwagę na bezpośrednie źródła DHA i EPA. Jedną z dostępnych możliwości są odpowiednio dobrane oleje z mikroalg. Przy wyborze produktu należy sprawdzić rzeczywistą zawartość DHA i EPA w porcji oraz jakość preparatu.

To zdanie byłoby krótsze niż lista eikozanoidów.
I dla większości ludzi znacznie bardziej użyteczne.

Eksperckość powinna wyjaśniać, nie onieśmielać

Instytucje publiczne mają dostęp do ekspertów, badań i procedur. Tym większa ciąży na nich odpowiedzialność, aby przekładać wiedzę na jasne, praktyczne informacje.

Eksperckość nie polega na użyciu maksymalnej liczby terminów naukowych.
Polega na rozpoznaniu istoty pytania i udzieleniu odpowiedzi, którą odbiorca może zastosować w życiu.

W tym przypadku najważniejsza informacja pozostaje prosta:

ALA nie jest tym samym co gotowe DHA i EPA. Konwersja jest ograniczona. DHA i EPA można otrzymać z mikroalg. Nie zawsze trzeba najpierw nakarmić nimi rybę.

Reszta, mówiąc językiem odpowiedzi Instytutu, może ulec dalszym przemianom.